Krzeszowicka Majówka Hrabiny Zofii 2014 i Jarmark Tradycji.

Chciałabym w tym wpisie opowiedzieć, jak bardzo udała się pogoda, jak wielu było odwiedzających, jak ciekawych poznałam ludzi... I mogłabym na tym zakończyć, gdyby nie tkwiąca głęboko w sercu zadra i złość na organizatorów krzeszowickiego Jarmarku Tradycji...

Majówka Hrabiny Zofii i towarzyszący jej Jarmark Tradycji to impreza cykliczna. Huczna - występują znani artyści, przyjeżdżają ludzie z całej okolicy. Dla małych Krzeszowic to impreza, którą bardzo cenią, o czym świadczą tłumy odwiedzających. Organizator - Centrum Kultury i Sportu w Krzeszowicach - nie oszczędza. Kilkadziesiąt tysięcy wydane na dwudniową imprezę w kilkunastotysięcznym mieście - mają rozmach...

Ucieszyłam się, że mogę w niej wziąć udział. Stoisko zostało zarezerwowane dawno temu i całe szczęście, bo dość szybko miejsca się skończyły. Już w kwietniu wiedziałam, że nie ma wolnych miejsc.

Ucieszyłam się tym bardziej, że w regulaminie przeczytałam:
Pomyślałam: EKSTRA! Nie będzie chińszczyzny! W końcu nikt o zdrowych zmysłach nie dopuściłby do jarmarku tradycji marketowych rzeczy...

Jakież było moje zdziwienie i jak wielki poczułam zawód na miejscu...

1. Organizatorzy dopuścili tak dużo stoisk "namiotowych", rozkładanych naprędce na każdym wolnym skrawku chodnika czy trawnika, że w pewnym momencie odnieść można było wrażenie, że moje stoisko zginęło wśród tych olbrzymich namiotów (jakby nie można było ograniczyć ich wielkości, żeby nie przytłaczały i nie tworzyły atmosfery odpustowej).

2. Sprzedawać można było wszystko, także chińszczyznę. Nikogo z urzędników nie zdziwił fakt, że naprzeciwko stoiska z wykonanymi ręcznie zabawkami rozstawił się namiot z pluszakami Angry Birds i Minionkami, watą cukrową i balonami wypełnionymi helem. Nikt z urzędników nie pomyślał, że ja nie mam możliwości konkurowania z chińszczyzną.

3. Nikt z organizatorów nie pomyślał, że ustawienie stoisk gastronomicznych, z grillami i podgrzewaczami do oscypków, tuż obok stoisk z dzianinowymi i tekstylnymi zabawkami powoduje, że w jednej chwili przesiąkają one zapachem smażonych kiełbasek i serków z Podhala...

4. Krzeszowicki Ryneczek, na którym zorganizowano imprezę, otoczony jest parkingiem. Można tam było wjechać informując pilnującego strażnika, że jest się wystawcą. Pomyślałam: bosko, w końcu nie muszę latać i szukać miejsca. I kolejny zawód! Samochód trzeba było odstawić na znajdujący się 300m dalej parking. Niby niedaleko, ale co ja mam zrobić ze stoiskiem, na którym wszystko jest już rozstawione?

5. W pewnym momencie wokół mojego stoiska zaczęła się gromadzić ekipa miejskich pijaczków i młodzieży w dresach. Przeklinali, niewybrednie żartowali. Żadna matka z dzieckiem nie podejdzie blisko takiego towarzystwa, czyli nie podejdzie blisko mojego stoiska z artykułami dla dzieci. Rozglądam się za ochroniarzami, ale jak okiem sięgnąć - nikogo nie ma. Po kilku minutach udało mi się namierzyć jednego pana, który 'patrolował' teren kiermaszu w najlepsze rozmawiając z jakąś kobietą. Nie zareagował widząc to towarzystwo i pewnie gdybym go nie poprosiła o działanie to by się nie domyślił.

I na koniec maleńki kamyk do ogródka zwiedzających. Taka sytuacja:

Dziecko: Mamusiu, mamusiu, popatrz jaka śliczna myszka!
Mamusia: No, naprawdę śliczna.
Dziecko: Kupisz mi, proooooooooszę!
Mamusia (do mnie): Jaka cena?
Ja: 25zł.
Mamusia: Ojej, drogo strasznie. Kochanie nie mam tyle, nie mogę kupić.

Po czym idzie na stoisko z chińszczyzną i kupuje dziecku balon napełniony helem, za 30zł :)

Tak czy owak dziękuję wszystkim, którzy mnie odwiedzili, dziękuję jeszcze bardziej tym, którzy dokonali zakupów :) Ani w grudniu, ani w przyszłorocznej edycji Majówki Hrabiny Zofii w Krzeszowicach na pewno się nie spotkamy.



7 komentarzy:

  1. Mogę jedynie od siebie dodać, że podpisuje się pod tym postem...
    Pozdrawiam serdecznie Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównując tę wielką imprezę z organizowaną pierwszy raz imprezą w Zabierzowie - nie mogę się nadziwić, jak bardzo olewają sprawę urzędnicy w Krzeszowicach. W Młynie kiermasz był kameralny a równocześnie tak bardzo pełen ludzi, że radość była tam się pojawić. Impreza miała klimat, zgromadziła ludzi, którzy faktycznie tworzą, prawda?

      Usuń
  2. To jest bardzo przykre że organizatorzy takich rękodzielniczo- kulturalnych imprez nie mają zielonego pojęcia jak selekcjonować wystawców , chińskie produkty to można nabyć sobie wszędzie i zawsze a sama nazwa jarmark rękodzieła zobowiązuje do tego że na imprezie powinny znajdować się wyłącznie stoiska artystów , bo to jest ich czas kiedy mogą promować naturalność przedmioty z duszą , które często występują w pojedynczych egzemplarzach , ja również jestem rękodzielnikiem z pasji , nigdy nie brałam udziału w jarmarkach , być może kiedyś się zdecyduję ale na razie tworzę dla bliższego grona znajomych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wynika pewnie z faktu, że organizatorami są urzędnicy, a nie osoby, które naprawę czują klimat rękodzieła. Urzędnikom byle się kasa zgadzała.

      Kiermasze są fajne, poznaje się mnóstwo fantastycznych osób, dużo się dowiedzieć, nauczyć. Polecam serdecznie :) Tylko trzeba metodą doświadczalną sprawdzić, które kiermasze są fajne... Na pewno pojawię się w Zabierzowie, w Młynie. Ale z całą pewnością odpuszczę Krzeszowice :)

      Usuń
  3. chciałabym się wypowiedzieć na temat sytuacji z tym dzieciaczkiem , któremu spodobała się zabawka a matka stwierdziła że za drogo , po czym kupiła balon za 30 zł to jest żenada , rodzice dla świętego spokoju zapychają dzieci chińszczyzną , są wyprani z kreatywności , dzieciaki są wrażliwe jeszcze nie skażone więc pragną i czują żę ktoś to zrobił z sercem i że jest wyjątkowe , apeluję pielęgnujmy tą kreatywność , nawet 15 minut dziennie spowoduje że może w końcu wyrośnie nam młode pokolenie ludzi ceniących sztukę , rękodzieło, teatr ,

    OdpowiedzUsuń
  4. Przykre, zarówno organizacja imprezy jak i sytuacja z matką...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zawsze jakaś lekcja na przyszłość. Trzeba szerokim łukiem omijać imprezy, które organizują urzędy lub w ogóle osoby, które nie czują klimatu. Celowo omijam imprezy hucznie nazywane "targami dizajnu", bo wybierałam "kiermasze rękodzieła". Ale prawda jest taka, że targi dizajnu organizują ludzie, dla których oryginalność ma kluczowe znaczenie i oni doskonale wiedzą, co organizują... W najbliższym czasie czekają mnie dwie dość duże imprezy tego pokroju, mam nadzieję, że się nie zawiodę. Lubię być na tych kiermaszach, bo bardzo cenię sobie kontakt z ludźmi. Przez internet mam tego jedynie marną namiastkę.

      Usuń